Co moglibyśmy usłyszeć, gdybyśmy przenieśli się na ulice Amsterdamu czasów złotego wieku?
[Dutch Golden Age, 1588-1672]
Gwarne środowisko miejskie z pewnością obejmowało dźwięki ulicznych sprzedawców, gwarnych tawern i publicznych uroczystości. Choć wyobraźnia podpowiada brzdęk monet, prędzej usłyszelibyśmy dźwięki uderzających młotów i wbijanych w ziemię pali.

Amsterdam wzniesiono na podmokłym terenie, który nie sprzyjał stabilnym konstrukcjom. Aby zapobiec osiadaniu budynków, wbijano w grunt drewniane pale – jeden na każdy metr długości miasta. W efekcie Amsterdam stał się jednym wielkim placem budowy, wypełnionym drewnianymi trójnogami. Były to dźwigi służące do wbijania pali. Na ich szczycie znajdował się mechanizm unoszący ciężki młot, który następnie opadał, wbijając pal coraz głębiej w ziemię. Proces ten powtarzano aż do momentu, gdy pal natrafił na stabilne podłoże.
Rytmiczne uderzenia młotów rozbrzmiewały po całym mieście, odbijając się echem od kamiennych fasad. Nie przyszło mi to do głowy! A przecież w tym okresie Amsterdam był miastem w (roz)budowie.
***
Coś czego nie widać spacerując ulicami Amsterdamu: był (i zapewne dalej jest) to miasto miejskich ogrodów. Za fasadami, w centrum miasta znajdowały się setki prywatnych ogrodów miejskich, o różnorodnych projektach — żywopłoty z bukszpanu, rabaty z roślinami, oryginalne rośliny, a także posągi, ławki, pawilony ogrodowe.

***
Luźne notatki na marginesie świetnego dokumentu:
Wspaniała Trójka: Miasta, które ukształtowały historię